oneriver logo transparentcień 90 1024x472 600x276 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł

Czas do najbliższej wyprawy do Kolumbii:

dni
godzin
minut
sekund

NAJBLIŻSZE WYPRAWY:

Jeśli lubisz przygodę i podróże po kraju pełnym sprzeczności i wielkiej różnorodności przyrodniczej i kulturowej, chcesz poznać najpiękniejsze miejsca i ludzi Ameryki Łacińskiej to zapraszam na wyprawę do Kolumbii.

More
ASC 1481 350x350px 1 350x350 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł

ORGANIZATOR I PRZEWODNIK WYPRAW DO KOLUMBII

Darius Ślusarczyk – odpowiedzialny za logistykę, podczas wypraw ONE RIVER. Od roku 2010 organizuje wyprawy do Kolumbii, eksplorując lokalną kulturę i obyczaje. Przewodnik, obieżyświat, animator wydarzeń w Polsce, USA i Kolumbii, tłumacz hiszpańsko – i anglojęzyczny. Życie traktuje jak podróż, łącząc pracę zawodową z pasją. Muzyk, wolny duch, kochający ludzi, przyjaźni się z nauczycielami i przewodnikami, rdzennymi mieszkańcami Kolumbii i Meksyku. Praktykując na duchowej ścieżce, związanej tradycyjną medycyną Amazonii i Andów, poznaje starożytne techniki, które w naszej rzeczywistości okazują się sprawdzonymi narzędziami terapii i rozwoju.

„W 2012 roku, idąc ulicami Medellin, nie przez przypadek natrafiłem na piękny plakat filmowy przedstawiający potężny, wzburzony wodospad, nad którego krawędzią stali rdzenni mieszkańcy przyglądając się spienionym falom. Urzeczony tym widokiem, kilka dni później znalazłem się w kinie na seansie filmu dokumentalnego “Apaporis – w poszukiwaniu One River”.

More
IMG 9299 683x1024 400x600 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł

RELACJE UCZESTNIKÓW POPRZEDNICH WYPRAW:

  • test 16 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Jak dostałam zaproszenie na wyjazd do Kolumbii, siedziałam wtedy w biurze na twardym krześle, przerzucając tonę papierów. Powiedziałam sobie: czemu nie! – jest grupa, a ja jestem spragniona przygód i odpoczynku. Kilka tygodni później stałam już na lotnisku w Bogocie – totalny odlot i początek niesamowitej przygody, podczas której poznałam niesamowitych i ciekawych ludzi. Razem zwiedzaliśmy Kolumbię – od wspinaczek przez lasy Amazonii, w poszukiwaniu gorących źródeł, do barwnych i gościnnych miast jak Cali, stolica salsy, czy górzyste Medellin, z kolejkami linowymi. Byliśmy też w zakątkach, gdzie nie ma lądowego transportu, na rozległych i białych plażach regionu Choco. Przede wszystkim dzięki zaproszeniu od cudownego i ciepłego człowieka – Taity Floro – byłam także w stanie odbyć podróż w głąb siebie i odnaleźć spokój, satysfakcję i szczęście w życiu codziennym. Otworzyły się moje horyzonty i percepcja na to, jak żyć w zgodzie ze sobą, bez trosk i wymówek. To była dla mnie przygoda życia, w nieznane, bez oczekiwań i wypadła niesamowicie."

    Marta Ł., Los Angeles
    Wyprawa 2011

  • test 24 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Podróż, w którą wyruszyłem, wydawała mi się być próbą odkrycia samego siebie, przekroczenia ograniczeń i warunkowań, zmierzenia się z nowymi doświadczeniami. Po powrocie towarzyszyło mi odczucie niemożności odnalezienia siebie, tak jakbym nie powrócił w swej istocie. Wydawało mi się, że niczego nie odkryłem, nie przekroczyłem, a jednak w jakiś cudowny sposób pozostaję w podróży najcudniejszej z możliwych, podróży misterium życia. Najistotniejszy cud wydarzył się sam z siebie. Wdzięczność to uczucie, które najbardziej oddaje mój stan. Wdzięczność wobec magii istnienia, wdzięczność wobec wszystkich, z którymi tę podróż dzieliłem. Aho!"

    Bogdan Waszut
    Wyprawa 2016

  • test 25 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „A Journey Through Indigenous Columbia, to jedno z tych doświadczeń, które staje się dla nas dostępne w momencie, gdy już całym sobą przeczuwamy, „że istnieją rzeczy na tym świecie, jakie nie śniły się naszym filozofom”, ta podróż jest portalem, który przenosi nas w siebie głębiej, niż najciszej odwiedzane pokoje dzieciństwa. Podróż może przerzucić nas na biegnący obok pas autostrady, ślimakiem zbudowanym ze świetlanych marzeń, jeśli tylko sobie na to pozwolimy. Journey Through Indigenous Columbia pozwoliła mi się zobaczyć w sposób, na jaki wszyscy zasługujemy na siebie spojrzeć, w pełnej szerokości, nagości i cudowności. Życzę wszystkim przyszłym uczestnikom odwagi i ufności. Salud y Buena Pinta!"

    Hana Muybarbara.
    Wyprawa 2015

  • test 17 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „W kilku słowach mogę powiedzieć o wyprawie, że jej ekstremalność przerosła moje oczekiwania. Radykalna, momentami kontrowersyjna i ciężka do przełknięcia. Warto jednak zaufać, aby móc w pełni skorzystać z dobrodziejstw, jakie oferuje nam przekraczanie własnych słabości i kontakt z różnymi siłami występującymi w naturze i w nas samych. Roślinność, widoki na góry, dżunglę i miasta oraz całe spektrum egzotyki nadaje ekstremalnym warunkom ciekawego wymiaru, gdzie nagle wszystko zaczyna być możliwe. Chwile zwątpienia, ciężkie procesy swoje, jak i innych w grupie, konfrontacje z przeróżnymi trudnościami natury zarówno fizycznej, jak i psychicznej potrafią mocno zahartować. Ale warto zaufać i w pełni poddać się kolumbijskim siłom i zanurkować w mądrość przodków. Po to, by wynurzyć się potem z podniesioną głową, otwartym sercem i nadludzką mocą."

    Maria Weissbein
    Wyprawa, styczeń 2016

  • test 10 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Taka wyprawa do Kolumbii to podróż do wnętrza siebie – czasem poprzez obszary, które wolelibyśmy ominąć. Wyruszając z bardzo trudnymi pytaniami, wątpiłem w możliwość znalezienia na nie odpowiedzi, a jednak wróciłem z ich pełnym zestawem. Dzień po dniu, na rozmaite sposoby, przygoda zdziera z uczestników patynę przyzwyczajeń i iluzji. Surowość przyrody, brak komfortu, długie wędrówki, deprywacja snu i inne czynniki pozwalają na rozrost siły woli do zaskakujących rozmiarów. Stale obecna jest wiedza natury: majestat gór, żywotność dżungli, siła oceanu. Spotkałem w Kolumbii wielu ludzi o pięknym spojrzeniu, przez które widać Duszę. Przyszedł dzień, gdy popatrzyłem w lustro, żeby zorientować się, że dostrzegam i Swoją."

    Aleksander Lykan
    Wyprawa, styczeń 2016

  • test 29 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Wyjazd do Kolumbii był o tyle niesamowity, że to był mój pierwszy tak daleko i w sumie, jak na wtedy, na całkiem spory kawał czasu. To po powrocie z niego do dziś nosi mnie na myśl o każdym następnym. Samą Kolumbię wspominam pełną muzyki i zabawy, niesamowitych miejsc, serdecznych ludzi żyjących każdym dniem, długich tras przemierzanych wszystkim, czym się dało, podczas których wpatrywałem się w tak silnie nasycone barwy krajobrazów. Pamiętam też dobrze jak, wkładając całe serce, przybliżałeś nam ten magiczny kawałek ziemi..."

    Bartek Broda
    Wyprawa 2011

  • test 28 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Kolumbia... Minęło juz grubo ponad pół roku od powrotu z wyprawy. Zaczynam pisać o mojej przygodzie po raz któryś z kolei. Każde z poprzednich podejść kończyło się rezygnacją. Dlaczego? Otóż wyprawa do Kolumbii była dla mnie czymś więcej niż podróżą krajo i kulturoznawczą. Trwała około miesiąca, a ja mam wrażenie, że na pewnym poziomie to był śmiało rok albo i więcej. Czy pojechałabym jeszcze raz? Tego jeszcze nie wiem. Jeśli tak, to myślę, że może za parę lat... Jak to się stało, że wyjechałam ?

    Wiedziałam, że Darek organizuje takie wyprawy już jakiś czas wcześniej, może 2-3 lata... Wreszcie idea wyjazdu w grupie nieznanych wcześniej osób, na nieznany ląd, za to z ufnością i otwartością na wszystko, wydała mi się naturalną koleją rzeczy. Wręcz potrzebą. Medycyna była rzeczą drugorzędną. Nie chciałam planować ani niczego osiągać. Potrzebowałam doświadczać. Przygotowanie do wyprawy: tu Darek jest ekspertem, choć bez talerza można śmiało się obyć. Dziś myślę, że do listy Dariusowej dla zmarzluchów, takich jak ja, dopisałabym ocieplane getry, takie na "misiu" (złota rada Dagmary, która była wcześniej na takiej wyprawie) i sukienkę – bo to nie wyjazd komandosów, a wielobarwna przygoda. Chętnie podzielę się moją listą.

    Dla mnie wyprawa do Kolumbii to... - spotkania: niezwykle zgrana, różnorodna ekipa, pączkująca nowymi towarzyszami podróży, nasi przewodnicy kolumbijscy ziemscy i nieziemscy, miejscowi – rdzenni już ucywilizowani i ci – wciąż nieskażeni i wierni tradycji, no i ja – jak dobrze spotkać się ze sobą(!) i doświadczyć siebie w tak odmiennej codzienności niż ta poznańska... - ciekawy, kolorowy kraj: od wilgotnego, zielonego południa po smaganą słońcem północ - pierwsze razy: skoki do wody z wysokości, wielkie świętowanie Przebaczenia, przeprawa łodzią w głąb dżungli, specjały kuchni kolumbijskiej, spanie w hamaku na plaży... - coś bardzo osobistego, co każdy przywiezie ze sobą i będzie w nim żyło według jego/jej własnego usposobienia – warto to odkryć dla siebie. Jestem wdzięczna sobie za tę podróż i wszystkim, którzy ją wspierali. Aho!"

    Agnieszka Jasińska
    Wyprawa luty 2016

  • test 27 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Wyjazd do Kolumbii okazał się jednym z ważniejszych wydarzeń w moim życiu. Ceremonie, które dane mi było przeżyć, były prowadzone przez szamanów, od których biła pasja, doświadczenie i zaangażowanie. Chociaż doświadczenia często były niełatwe, czułem, że jestem w dobrych rękach. Pomimo kilku uciążliwie upalnych, długich dni bardzo się zżyliśmy z resztą uczestników wyprawy."

    Kamil Sarna
    Wyprawa 2013

  • test 1 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Mimo, że moja podróż do Kolumbii z Darkiem odbyła się dobre cztery lata temu, to ta przygoda dla mnie nadal pozostaje jedną z ważniejszych sił, które stworzyły mnie takiego, jakim jestem teraz. Gdybym miał cofnąć czas, nie zawahałbym się nawet przez chwilę przed dokonaniem tej samej decyzji. Mimo, że trochę już podróżowałem, to do dnia dzisiejszego wyprawa jest u mnie na pierwszym miejscu w kategorii „podróż życia”.

    Filip Sikora
    Wyprawa 2011

  • test 7 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Wyjazd do Kolumbii. Teraz moje życie dzieli się na przed wyjazdem do Kolumbii i po przyjeździe. Przed wyjazdem moje życie było naprawdę żałosne, nie widziałem w nim większego sensu i celu, czułem tylko, że muszę coś ze sobą i swoim życiem zrobić, ponieważ z każdym dniem stawało się ono nie do zniesienia, wtedy „przypadkiem” trafiłem na informację od Darka, dotyczącą wyjazdu do Kolumbii, od razu wiedziałem, że to jest to, czego potrzebuję, następnie telefon do Darka – wystarczyło parę wymienionych zdań i byłem pewny, że to jest właściwy Gość na przewodnika wyprawy, a okazało się, że został też pewnym przewodnikiem w moim życiu. Przeżycia, wglądy, zrozumienie – wszystko, czego doświadczyłem podczas wyjazdu do Kolumbii, z niczym nie da się porównać, to była prawdziwa transformacja, przemiana na poziomie co najmniej DNA, prawdziwe oświecenie."

    Leszek Włodarski
    Wyprawa 2015

  • test 19 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Kolumbia to wspaniały kraj, o którym tu w Europie mamy dość stereotypowe (i raczej negatywne) wyobrażenia. My zobaczyliśmy tam przede wszystkim niesamowitą przyrodę – karaibskie plaże, amazońską dżunglę, wysokie górskie przełęcze, rozpięte nad kilometrowymi przepaściami i bajkowe krajobrazy, poprzecinane rzekami z kaskadami wodospadów.
    Posuwając się wzdłuż nieudeptanych ścieżek, spotykaliśmy Indian z różnych plemion. Ich spokój, poczucie jedności z otaczającym światem przyrody i skłonność do uśmiechu miały na nas terapeutyczny wpływ. Ceremonie z medycyną sprawiły, że ta podróż odbywała się nie tylko w wymiarze fizycznym, ale i duchowym, równie zachwycającym i bogatym w doznania. Nasza wspólna wędrówka prowadziła nas w głąb świata, który jest w nas. W każdym z nas jest bowiem jakaś „Kolumbia”, ze swoją różnorodnością, problemami i zachwycającym pięknem, które można odnaleźć, jeśli tylko bardzo się tego chce…

    To była jedna z najpiękniejszych i najciekawszych podróży w moim życiu."

    MONA
    Wyprawa 2015

  • test 22 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Siedzimy sobie na dworcu miejscowych pekaesów w Ibague – między Armenią a Bogotą. Podróżujemy przez Kolumbię z południa na północ. Czekamy na koleżankę, która wywiezie nas do szałasu, gdzie w nocy, w rezerwacie, spotkam się z duchem San Pedro. Pojutrze wyruszamy do Medellin, gdzie odbędą się trzy kolejne ceremonie z Babcią. Potem kierujemy się na północ do Cartageny i dalej do Santa Marta, na Wybrzeżu Karaibskim. Tam kolejne ceremonie. 

    Nie palę od wyjazdu, a andyjskie powietrze porządnie przewentylowało mi płuca. Moje ciało czuje się 10 lat młodsze, a medycyna Indian tańczy radośnie we mnie, dokręcając dawno poluzowane śrubki. Wcześniej trafiliśmy do wioseczki San Cipriano, gdzie mieszkają czarni potomkowie niewolników.
    Głęboko w puszczy – da się tam dotrzeć jedynie nieczynną linią kolejową, którą sprytni autochtoni zamienili na dżunglo-autostradę dla drezyn motocyklowych. Po jednym torze poruszają się wehikuły, zbite z desek, łożysk i co tam jeszcze, przymocowane do motocykla, którego tylne koło jedzie po torze, napędzając cały pojazd. Technologia i survival... Przez wioskę, z gór, płynie rwąca rzeka, z małymi „wodospadami” i syfonami, do których można skakać z nadbrzeżnych drzew. Idziemy na bosaka kilka kilometrów w górę rzeki. Taszczymy ze sobą wielkie dętki od ciężarówek. Przydadzą się później, jako pontony do raftingu.

    Kilkugodzinny spływ, radość, dżungla, euforia... Byliśmy już w Andach i nad Pacyfikiem „in the middle of nowhere” – plaże, chałupki z desek oraz gospodarze – kolejni potomkowie niewolników. Tam z kolei dotrzeć można tylko przez dżunglę 10 km albo... wybieramy łódź. No i taką łodzią to się ląduje... jak surferzy. Tuż przy brzegu zalewa nas fala przypływowa, przelewając się przez łupinkę, porywając sobie na pamiątkę drobne przedmioty. Na szczęście było nas jedenaścioro, zatem szybko wyciągnęliśmy łódkę na brzeg. Suszenia było na dwa dni. Słoneczko przypieka, cisza, spokój, ognisko na plaży oraz obfitość Natury.

    Śpimy w miejscowym domku, albo w hamakach pod bambusową wiatą na plaży. Kupujemy ryby od miejscowych poławiaczy. Pieczemy je w liściach bananowca na ruszcie, a w nadmorskim gaju czeka na nas dobrze zaopatrzony, darmowy warzywno-owocowy... drzewa limonkowe, kokosy, papaje i wszelkie inne dobra. Sałatka do ryby ? Proszę bardzo. Ocean co sześć godzin cofa się o pół kilometra. Ot – przypływy i odpływy."

    Marcel Adamowicz
    Wyprawa 2011

  • test 35 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Wyjazd… to wyjątkowy sposób na zapoznanie się z rdzenną kulturą Indian zamieszkujących rozległe rejony Kolumbii. To również możliwość wglądu we własne wnętrze i odkrycia nieograniczonych możliwości własnego umysłu oraz poznanie praw natury, które tworzą wszechświat. Oprócz aspektów czysto podróżniczych i obcowania z pięknem natury tego kraju kluczem programu jest uczestnictwo w autentycznych ceremoniach indiańskich i dzięki nim poznanie niewyobrażalnych mocy roślin, które są kluczem do zdobywania tajemnej wiedzy, pozwalającej rozwinąć skrzydła, rozwiązać trudne problemy i odmienić swoje życie."

    Filip Ziółkowski, rezydent kolumbijski, pisarz, fotograf, muzyk, profesor Uniwersytetu w Cali

  • test 36 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Impresje Yage (z cyklu: Neurotyk w Amazonii) „Wczoraj drodzy kochani bracia i siostry byłem tak podniecony, że przez 2 godziny uzdrawiałem czerwoną torebkę wiszącą na ścianie. Martwiło mnie, że się nie rusza.” Jeden z największych szamanów Yage z doliny Sibundoy, taita, nazwijmy go Chloro, podsumował na luzie wczorajszą ceremonię. Wszyscy parsknęli śmiechem. Staliśmy w kręgu zamykającym ceremonię, nieopodal maloki, czyli dużego pokrytego strzechą, indiańskiego domu, przypominającego parowiec płynący po rzece wybujałej roślinności.
    Wszyscy czuliśmy się świetnie, niektórzy przeleżeli nocne misterium medycyny, bujając się w hamakach. Inni pisali opowieści yage swoimi wędrówkami po pobliskim lesie. Przez całą noc szaman bębnił i szumiał wirtuną, czyli motorem yage. Podtrzymywał intensywność i harmonię medycyny. Maloka to matka, ul brzęczący od naszych snów, a gdy łączymy się poprzez yage, to zsynchronizowany prawie telepatycznie umysł kolektywny. Wspólnota. Rodzina. Rój. Do tego stopnia, że kto zwątpił albo zbyt marudził, został użądlony, na szczęście niegroźnie, przez zamieszkujące malokę dzikie pszczoły. „To bee” – poprzedniej nocy brzęczała pieśń, przypominając, że być znaczy, bądź co bądź, robić coś razem w zgrany sposób. Dla dobra ogółu. I nie ma czegoś takiego jak intymność, tak naprawdę. No chyba, że ktoś idzie w górę strumienia i odnajduje statki kamienne, płaskie jakby stoły które jego, uzupełniony przez słowa yage, umysł odbiera jako Kamienie z Ganimedy. I wtedy opada na ciebie pieśń, pomimo że nie wiesz, jak się śpiewa, wstydzisz się, samo wychodzi z ciebie pnącze, dźwięk wibruje, wchodzi w amortyzatory, w amory, w połączenie, że jest się ze wszystkim. Teraz. Icaro. Pieśń. Ale to trochę nielegalne tak łazić po nocy, we wzbogaconym stanie świadomości, po lesie może już nie dziewiczym, ale wciąż tak rozległym i niezmiernie głębokim, że strach powinien wybić to z głowy. Robaki czy jaguary. Strachy. Ale się nie pojawiają. Babcia Ayahuasca pozwala. Wmawia, że las jest suchy i bezpieczny. Się wie to, skądś, że nic nie grozi. Neuroza znika rozpuszczona przez medycynę. I masz to, choć na chwilę. Uczysz się, że tak może być, jak taki stan wygląda. Terapia behawioralna. Najskuteczniejsza ponoć. Stąd wiem, że jeśli potrafisz przekuć każdy koszmar i przywidzenie w element zabawy i widzisz je jako element opowieści, która się dzieje, przestaje to być problemem. „Nie ma nic niewłaściwego” powiedział mi kiedyś inny szaman, kiedy opowiedziałem mu o samowolnych vision questach, poszukiwaniach wizji, kluczeniach, by znaleźć klucze mojej opowieści. Wykraczania poza formalny rytuał i poza opiekę bezpośrednią motorniczego. Szamana. Kolumbia jest kołdrą zieleni poprzebijaną szczytami gór. Drogi wiją się niezmordowanie poprzez lasy. Ale z maloki wraca się wygodnie, choć długo, bo 18 godzin w autobusie z leżankami. I wtedy to piszę. Przyglądam się każdej ceremonii po kolei.”

    "Tylko ci, którzy ryzykują pójście za daleko, dowiedzą się jak daleko można dojść" - Thomas Stearns Eliot

    Sebastian Wolda
    Wyprawa 2013

     

  • test 37 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Wspomnienie Kolumbii: Stoję na krawędzi wodospadu. Koło 5-6 metrów nad taflą wody. Serce bije w piersi, bo wiem, że zaraz skoczę, przełamując strach. Zbieram siły i... czas się zatrzymuje. Już jestem w powietrzu. Wspaniali ludzie wokół pełnią serca wspierają mnie przy tej próbie. Zresztą jak przez cały okres trwania tej Przygody, każdy mógł liczyć na pomoc każdego. Wrażenia i wyzwania napływają codziennie, więc nuda nie dopada człowieka. Piękne widoki serwowane przez naturę, osuwające się drogi, zmęczenie, kąpiel w morzu o poranku, nocne śpiewy przy ognisku, sen w hamaku w kurniku, smak nieznanych owoców, kontakt z nowymi ludźmi i ich opowieściami i radość doświadczania tego. Nagle przebijam tafle wody i zanurzam się w orzeźwieniu. Skoczyłem do wodospadu! Wypływam, a moje Serce jest mocne i życie smakuje Przygodą. I myślę sobie: Kolumbia to świetny kraj."

    Piotr Filipczuk
    Wyprawa 2015

  • DSC 0582 1024x683 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Gdybym wiedział, na co narażam się jadąc na wyprawę do Kolumbii, pewnie nie zdecydowałbym się. Moja strefa komfortu wydawała się być solidnie określona i wszelka próba jej przekroczenia wydawałaby mi się jakimś nieuzasadnionym atakiem na własną tożsamość i poczucie własnej wartości. Muszę dodać, że byłem dopiero/już dwa lata po zakończeniu chemio i radioterapii. Jednak stało się. Wyruszyłem.
    Są ludzie, którzy nie czują się dobrze, gdy nie mają planu, najlepiej szczegółowego, dzień po dniu, godzina po godzinie. Muszą przygotować się na spotkanie z przyszłością. Nie chcą być zaskoczeni, nadchodzące wydarzenia mogą wyrwać się im spod kontroli. Dla innych przyszłość jawi się jako proces, nie do końca przewidywalny. Żywioł, który wlewa się w teraźniejszość, czasami obracając w pył wszelkie oczekiwania i formy, w których chciałoby się go zatrzymać. Wyzwanie obnażające kim się jest. Bez mniemań i wyobrażeń. Nieważne co nas spotyka, ważne jest, jak na to reagujemy. Nie mówię o rutynie dnia codziennego, pracy, profesji, mówię o podróży, wyprawie, wyjeździe z miejsca zamieszkania. Ja jestem kimś pomiędzy. Nie lubię, gdy życie wymyka mi się spod kontroli – wiem coś o tym – jednak wolę szkic od planu. I nawet z takim swobodnym podejściem do przygody, gdybym wiedział, na co wystawiam się, z jakimi sytuacjami będę musiał zmierzyć się – nie zdecydowałbym się na tą wyprawę. I gdyby tak się stało, byłaby to jedna z głupszych decyzji, jakie podjąłem i jakie jeszcze pewnie podejmę w swoim życiu. Nie żałowałbym jej, no bo jak można żałować czegoś, czego wartości nie poznało się. Co straciłbym? Nie doświadczyłbym siebie w nowych, wyjątkowych, ale i daleko wykraczających poza moje poczucie komfortu i tożsamości sytuacjach. Nie dowiedziałbym się, gdzie są moje granice wytrzymałości fizycznej i psychicznej, jak głęboki noszę w sobie strach i jak daleko sięga moja odwaga, nie pozbyłbym się kilku schematów, które ograniczały moje rozumienie i współodczuwanie świata. Nie poznałbym nowych, fantastycznych ludzi, często tak różnych ode mnie, ale podążających w tym samym kierunku. Nie usłyszałbym pięknych, przejmujących pieśni, które wydobywały mnie z głębi chaosu, obłędu, abym mógł spojrzeć w niebo pełne lśniących, jak najczystsze diamenty, gwiazd. Zapomniałem już, jak jest ich dużo. Nie zgubiłbym się w dżungli, z której wyprowadziła mnie intuicja przyjaciela, a nie GPS. Nie pływałbym w stawie z gorąca wulkaniczną wodą, aby potem zasnąć w namiocie przy temperaturze na zewnątrz -1C. Nie przeszedłbym w ciągu dwóch dni, z obciążeniem, ponad 26 kilometrów na wysokości między 3500 a 4000 metrów, walcząc z wyczerpaniem i utrzymując najwyższą koncentrację, aby nogi nie usunęły się z gładkich kamieni. Nie spotkałbym jadącego na osiołku gauczo w skórzanym kapeluszu, któremu z cholewy wysokich butów wystawał staroświecki colt. Człowiek ten uśmiechał się szeroko do mnie i zaproponował wodę. Nie leżałbym na kamienistym dnie rzeki, spłukując z siebie uniesienia i dotkliwe upadki nocnej ceremonii. Nie nauczyłbym się, że nie wchodzi się do morza, gdy na plaży widnieje napis „Playa Brava”. Nie przekroczyłbym granic swojego tchórzostwa, aby doświadczyć ryzyka poświęcenia. Czułem, że docieram do sedna swojego człowieczeństwa, odzierany z iluzji fizycznych oraz mentalnych blokad. Szczególnie ważne w moim przypadku było sprawdzenie kondycji ciała po przebytej chorobie. Uświadomiłem sobie wyraźnie, jak silny jestem oraz ile energii drzemie we mnie. Wyprawa jest jeszcze podróżą przez kraj, uczestniczeniem w lokalnych świętach i obrzędach. Poganiałem się z „lokalesami” i zrobiłem kilka zdjęć podczas „Carnaval de Negros y Blancos” w Sibudoy. Poznałem kilku „Taitów” oraz medycyny – i te leczące ducha, jak i te eliminujące zwykłe zapalenie zatok. Wyprawa jest również wniknięciem w przyrodę, czasami tak podobną do tej, w której żyję na co dzień, a często obcej, zachwycającej swoją egzotyką, bezmiarem i pierwotnością. Drgałem, wibrowałem jak cząstka nieskończonej fali, wsłuchując się w głosy nocy, daleko od wszelkich ludzkich siedzib. Pewne procesy, jakie rozpoczęły się wtedy, trwają do dziś. Nie wiem, dokąd mnie zaprowadzą, lecz mam nadzieję, że w takie miejsca, w jakich miałem szczęście przebywać podczas tamtej wyprawy."

    Adam Sidorkiewicz
    Wyprawa 2016

  • DSC 1112 680x1024 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Wyjazd z Darkiem do Kolumbii kilka lat temu jest jednym z absolutnych "TOP 10" wydarzeń w moim życiu. Włączając moje narodziny, miłość, studia, największy sukces zawodowy itp. Nie przesadzam. Mam 40 lat, i sporo ciekawych rzeczy w życiu robiłam, ale ten wyjazd to było TO...
    Zupełnym przypadkiem - za każdym razem - w Kolumbii byłam 3 razy w życiu, wyjazd z D. był drugim. Pierwszy, jakieś 12 lat temu, to było przez 2 czy 3 tygodnie objechanie całej Kolumbii w takim typowym backpakerskim stylu jak z przewodnika "Lonely Planet" - z przyjaciółmi, wytrawnymi podróżnikami, którym z całej planety zostały do objechania pojedyncze kraje typu Kolumbia. Pfff, pamiętam z tego wyjazdu może 2-3 migawki z jakichś latynoskich miasteczek, jedno zahipnotyzowanie mojego chłopaka (to pamiętałabym nawet z Pcimia Dolnego) oraz jeżdżenie po kraju, po którym jeszcze relatywnie niedawno nie dało się za bardzo jeździć z powodu wojny domowej. I tyle.

    Wyjazd z Darkiem i jego grupą, to było coś ZUPEŁNIE INNEGO. To był, i znowu nie przesadzam, KOSMOS. Trafiłam tam przypadkiem (o ile wierzy się w przypadki), nie wgłębiałam się nawet za bardzo, w jakich to ceremoniach będziemy brali udział, co i jak - zazwyczaj nie wgłębiam się "na zaś" w takie sprawy. Po prostu przyjaciółka poprosiła mnie, żebym z nią pojechała, pożyczyła mi połowę kasy na koszty, a drugą połowę szybko zarobiłam (przypadkiem, choć... ;)), kupiłam plecak, buty, karimatę, śpiwór i pojechałam.

    Najpierw wylądowaliśmy w dżungli, konkretnie lesie deszczowym... no i to jest moc!!! Pierwsze ceremonie tam były WOOOW! WOOOOOW!! To były genialne lekcje centralnie u źródła. Tyle mam do powiedzenia na ten temat, o ile nie chcę napisać książki XD No nie, dodam jeszcze, że dżungla, muzyka, ogień, moloka, dżungla, medycyna, gospodarze, rzeka, szałas potu, muzyka, muzyka, muzyka, hamaki i tworząca się więź w naszej grupie... Jedna osoba nie zdzierżyła raju i wyjechała.

    Potem rozpoczęliśmy przemieszczanie się po całym kraju na północ. Poznawaliśmy kolejnych mieszkańców, kolejne przygody, kolejne wyzwania. Druga książka XD

    Na mnie ogromne wrażenie zrobił kontakt z Indianami. Clou wszystkiego był kontakt z Indianami w górach Santa Marta, lecz wszystkie były wstrząsającym doznaniem. Po raz pierwszy w życiu spotkałam ludzi, którzy śmiało mogli nazywać się moimi "Starszymi Braćmi". Ich charyzma, praktycznie zerowe oddziaływanie na środowisko, kultura i sposób życia są niewiarygodnie cudowne i godne podziwu. Ani za pierwszym, ani za trzecim pobytem w Kolumbii (a trzeci trwał pół roku) praktycznie nie miałam z nimi kontaktu. Tylko doświadczenie Darka pozwoliło mi na tę - powtórzę się - cudowną przygodę kontaktu z Nimi. Byłam też dwa lata temu w gościnie u Indian w Peru, i to też był bardziej "turystyczny" pobyt, a nie "prawdziwy". Nie wiem, jak D. tego dokonał, ale sposób podróżowania, jaki nam zorganizował, pozwolił nam wtopić się w otoczenie, wsiąknąć, nasiąknąć, uzyskać szansę na prawdziwy kontakt, pobranie prawdziwych lekcji, uzyskanie inspiracji do stania się lepszą osobą. Dla mnie to chyba najdonioślejsze, najbardziej wstrząsające doznanie tego wyjazdu.

    Z kilkoma osobami w grupie zadzierzgnęłam prawdziwą przyjaźń. Opiekowaliśmy się sobą nawzajem (np. koleżanką w ciąży, a ona nami), jeden ze znajomych stał się dla mnie prawdziwym guru życiowym, który w znaczący sposób wpłynął na moje życie.

    Pluskaliśmy się w gorących źródłach i strumieniach, przeżyliśmy trzęsienie ziemi i spowodowany nim pożar, podróżowaliśmy w kosmos, przeszłość, nieskończoność i pomiędzy atomy, kąpaliśmy się w jeziorach swoich osobowości, walczyliśmy z demonami i zaprzyjaźnialiśmy się z wodą, wiatrem i roślinnymi Nauczycielami. Przynajmniej ja.

    Piszę ten tekst prosto z serca. Nie chce mi się tworzyć fajnych zdań, czy opisywać szczegółów - przepraszam. Żadne z moich słów nie oddadzą bowiem DOZNANIA ŻYCIA, jakie tam przeżyłam.

    Ach, a ta osoba, która od nas wyjechała, wróciła na sam koniec. Więc była jeszcze akcja jak z Biblii o synu marnotrawnym.

    I jeszcze sto jakichś innych akcji."

    Ela Solanowska
    Wyprawa 2013

  • DSC 0189 1024x683 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Już podczas pobytu w Kolumbii czułem znaczącą zmianę we mnie - w sposobie myślenia, wyrażania i definiowania własnych potrzeb. Z początku myślałem, że ta zmiana definiuje się jedynie podczas połączenia z medycyną - w trakcie podróży diametralnie zmienił się nasz dialog, wizje, odczucia czy postrzeganie samego siebie w przestrzeni zrozumienia. Nie sądziłem jednak, że tak samo zmienia się moje trzeźwe ja - a które dopiero dostrzegłem po powrocie. Tak jakby mój umysł połączył w całość te dwa odmienne stany świadomości i przebywał w nich teraz jednocześnie przez cały czas. Mam dużą trudność w zdefiniowaniu różnic jakie we mnie zaszły - mam wrażenie że odrodziłem się na nowo i ponownie uczę się zasad jakie panują w tej społeczności. Towarzyszy temu też pewne uczucie lęku, wynikające pewnie z utraty połączenia z moim poprzednim ja. Z jednej strony w dalszym ciągu jestem przecież tą samą osobą - z drugiej intensywność podróży i długi czas jaki był mi dany na kontakt z medycyną sprawił definitywną zmianę w rozumieniu i postrzeganiu otoczenia i świata. Jestem spokojem, ciszą i zrozumieniem. Zniknął niewidzialny szum, jaki miałem w głowie. Szum, który nie manifestuje się jako myśli, ale który cały czas podświadomie zajmuje nasz umysł. Bardzo trudno jest też wpłynąć innym na mój stan, jakbym posiadał niewidzialną tarczę. Inaczej widzę i postrzegam. Czuję też, że w znacznym stopniu udało mi się odnaleźć to, po co do Kolumbii przyjechałem - wewnętrzną odwagę. Czuję się silny, pełny, o wiele większy i potężniejszy - ale nie ze względu na ego - raczej poprzez siłę woli i zrozumienia. Na pewno nie jest to koniec podróży, wole myśleć że to dopiero początek pięknej przygody. Nie udałoby się to w żadnym wypadku, gdyby nie tak wymagający sprawdzian jaki z Tobą przeżyliśmy. Jedna - dwie noce z medycyną nie potrafią nawet w najmniejszym stopniu oddać tego, co jest w stanie sprawić miesiąc ciągłej pracy. Przyszłość zapowiada się fascynująco.” 

    Konrad - wyprawa 2018

  • DSC 1130 680x1024 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Moja podróż dalej biegnie. To co przywiozłem z Columbii dochodzi do mojej świadomości. Teraz wiem ze droga która została mi pokazana jest właściwa ale wiem również jeszcze więcej ze mam w sobie wszystko co Wszechświat złożył we mnie. Dziwna to swiadomosc bo tak jak by się otworzyły przede mna nowe drzwi pokazując mi przestrzeń Dziękuje Ci przyjacielu, nauczycielu, czarodzieju. Wspaniałe uruchamiasz w ludziach procesy.”

    Bogdan - wyprawa 2018

  • DSC 0237 1024x682 300x300 - Wyprawy do Kolumbii - Podróże do źródeł


    „Ciężko było od początku. Często gubię trochę wątku, ale jedno wiem właściwie. To co czuję to prawdziwe. I choć trudno jest czasami. Przejdę to tropik lasami. Z Tą drużyną się nie zginie. Bo nie jemy nic na winie. Smęty można czasem wrzucić. I w pozytyw to obrócić. Dużo siebie się obnaża. Lecz nikogo nie obraża. Wręcz przeciwnie trochę dziwnie. Chętnie tutaj są słuchane. Myśli rwane i dukane. Choć brakuje mi wysiłku. Regularnego posiłku. To nie szkodzi prawie nic. Jestem tu jak zdrowy rydz. Czuję bez Was się samotnie. Ciekawe jak to odwrotnie. Przepraszam za marudzenie. Widzę jak Wy niestrudzenie. Znosicie co mnie uwiera. A Ajała sponiewiera. Tak na luzie czas jest z wami. Tętni życiem kolorami. Ta otwartość zrozumienie. Jest jak czułe przytulenie. Brak poczucia zawstydzenia. To jest klucz do powodzenia. Rurki, słomki, dmuchy, śmiechy. To wieczorne są uciechy. Tańczyć z Wami zaszczyt miałam. Wiele ciepła tam doznałam. Każda jedna z Was osoba. Memu sercu się podoba. Tyle dobra i bliskości. Przenika mnie aż do kości. Podziękować bardzo chciałam. Za to co od Was dostałam. Miłość w sobie wielką czuję. Że aż gładko się rymuje"  

    Natalia - Wyprawa marzec 2018

Zdjęcia z poprzednich wypraw:

Podróż nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety.
W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.”

 
R . Kapuściński  

Nasz Partner

Wiele dróg.
Różne doświadczenia.
Jedna energia.

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI